wtorek, 9 stycznia 2018

kilka słów o Instagramie

 Miałam w swoim życiu dwa podejścia do Instagrama. Pierwsze nie było zbyt udane, niespecjalnie umiałam odnaleźć się w tej instagramowej społeczności, a wszystko pogorszył fakt, że nie do końca świadomie połączyłam tę aplikację z Facebookiem i kiedy zaczęli obserwować mnie moi znajomi, był to znak, by usunąć swoje konto. Do dziś w pamięci mam pewne pamiątkowe zdjęcie, które miałam zapisane tylko na moim koncie i niestety wraz z jego usunięciem, przepadło.
Drugie podejście było nieco zdrowsze. I nadal takie jest. Oczywiście za drugim razem również prędzej czy później popełniłam ten sam błąd, co za pierwszym, ale tym razem nie skutkowało to usunięciem całego konta, a jedynie szybkim odłączeniem się od Facebooka. Mam ogromny sentyment do mojego konta w tej aplikacji i traktuję je bardzo prywatnie, choć nie świadczy o tym blogowa nazwa mojego konta pmarionetka. Szczerze mówiąc, jestem ogromną fanką swojego Instagrama, uwielbiam każde zdjęcie, które dodałam. To konto ma już ponad dwa lata i czasem żałuję, że tak mało na nim zdjęć, bo bardzo lubię te zdjęcia przeglądać. Lubię to, w jakim skrócie pokazują one to, co kocham najbardziej.

 Najbardziej chyba jednak lubię to, że na moim koncie jest tak dużo Gdańska, bo naprawdę kocham to miasto. Jest pełne pięknych miejscach, które warte są tego, by uwiecznić je na zdjęciach. Dużo bardziej lubię dodawać na moje konto zdjęcia ładnych miejsc niż swoje własne, choć takie od czasu do czasu też się pojawiają.
Tym, czego nadal nie rozumiem w tej aplikacji, ale jednocześnie nawet nie staram się zrozumieć, są inni użytkownicy, których zachowanie już niejednokrotnie wywołało we mnie niemałe skonsternowanie. Ja jednak skupiam się na swoim własnym koncie, gdzie kolekcjonuję piękne wspomnienia, a nie obserwatorów.
Ostatnio niestety nie jestem zbyt aktywna na blogu, stąd też taki post o Instagramie, gdzie rzadziej lub częściej, coś się pojawia. Z nowym postem wrócę dopiero po sesji egzaminacyjnej, kiedy ponownie spotkam się z moim prywatnym fotografem, czego już nie mogę się doczekać!


czwartek, 2 listopada 2017

kolory jesieni

Nareszcie mamy piękną złotą jesień, a co za tym idzie moje absolutnie ulubione tło do zdjęć. Dziś poczułam się wyjątkowo jesiennie, stąd też kolory mojej stylizacji współgrają z kolorami liści w tle. Cieszę się, że mamy już listopad, lubię rozpoczynać nowy miesiąc, oznacza to kolejny początek, nowy start, mogę zacząć od nowa i nie rozpamiętywać za bardzo przeszłości. Październik przyniósł kilka porażek, mam nadzieję, że w listopadzie nie będzie na nie miejsca. Ludzie nie lubią listopada, jest on bardzo melancholijnym miesiącem, pełnym depresyjnej pogody i takich też nastrojów. Mnie samej też wielokrotnie tak się kojarzył i spisywałam go na straty już na początku, jednak rok temu dałam mu szansę, nie zawiódł mnie, dlatego i tym razem zmieniam swoje nastawienie i jestem pełna pozytywnej energii.
Moje zdjęcia w końcu udowadniają to, co wdrażam do mojego ubioru już od jakiegoś czasu, a mianowicie - mniej czerni. Sweter, który mam na sobie w tym roku jest moim absolutnym ulubieńcem, kupiłam go już ponad roku temu i nareszcie został należycie doceniony, jako że najchętniej bym się z nim nie rozstawała. Ponadto w końcu przyszedł czas na mój czarny beret, który był na moim blogu już dawno, dawno temu, przy pierwszych zimowych postach, jakie w ogóle publikowałam i cieszę się, że teraz, po ponad trzech latach, znowu mam go na sobie.


sobota, 21 października 2017

kiedy jesień daje się we znaki

Zauważyłam, że moje posty cechują się pewną niekonsekwencją i praktycznie za każdym razem, gdy napiszę, że w moich stylizacjach odchodzę od koloru czarnego, po kilku dniach wracam ze stylizacją w tym stylu, czyli praktycznie all black. Ale cóż mogę poradzić na to, że chciałam, by czerwona bandanka była tutaj jedynym kolorowym akcentem. Ta stylizacja w zasadzie idealnie odwzorowuje mój aktualny nastrój, a delikatny uśmiech z pierwszego zdjęcia jest czymś, do czego coraz trudniej mi się zmusić. A to oznacza tylko jedno - jesień i mnie tego roku dała się we znaki. Ostatnimi czasy nie miałam powodu do narzekań na tę piękną porę roku, tym razem jednak czuję się dziwnie przytłoczona wszystkim, co mnie otacza, a to uczucie zdążyło już stać się dla mnie czymś obcym i może właśnie dlatego znoszę to jeszcze gorzej? Mam nadzieję, że jutrzejszy bieg wzdłuż plaży pozwoli mi trochę odświeżyć umysł i sprawi, że spojrzę na pewne rzeczy z nieco innej perspektywy. Zdrowszej, na pewno, przynajmniej dla mnie. Może przy okazji zrobię jakieś ładne zdjęcia, którymi będę mogła się z Wami podzielić tutaj lub na moim Instagramie.
Przy okazji zauważyłam, że zdjęcia z tego i ostatniego postu są nieco ciemniejsze od innych, jednak dopiero uczę się współpracy z nowym programem do ich obróbki i może minąć jeszcze chwila zanim wszystko będzie tak jakbym tego chciała. Choć może tylko wydają mi się czarne przez brak koloru w stylizacjach? hm...
 
Szablon wykonany przez Tyler / Enjoy!